Tytuł: Na krawędzi zawsze
Seria: Na krawędzi
Tom: II
Liczba stron: 460
Okładka: Miękka
Wydawnictwo: FILIA
Opis: Kilka
miesięcy wcześniej Camryn i Andrew, spotkali się w autobusie w
drodze donikąd. Zakochali się w sobie i dowiedli, że gdy dwoje
ludzi jest sobie przeznaczonych, los znajdzie sposób by ich
połączyć.
Teraz, w niecierpliwie oczekiwanej kontynuacji "Na
krawędzi nigdy" Camryn i Andrew oddają się w pełni swej
miłości do muzyki, pełnymi garściami czerpiąc z życia, tak jak
sobie to obiecywali. Ale kiedy wydarza się tragedia, ich związek
wystawiony zostaje na ostateczną próbę. O ile Camryn próbuje
zagłuszyć swój ból, to Andrew podejmuje śmiałą decyzję - żeby
ich życie wróciło na dawny tor, muszą znowu wyruszyć w drogę.
Razem odnajdą namiętność, przygody i wyzwania których nie
spodziewali się w najśmielszych snach. (źródło empik.com)
Motyw podróży w tekstach jest coraz bardziej spotykany, choć ja za nim nie stronię. Jednak zachęcona
dobrą reklamą, samymi superlatywami (z czasem wychodziły do sieci
mniej pochlebne opinie, ale to zawsze pchnie mnie do tego, by samej
ocenić daną książkę) postanowiłam sięgnąć po pierwszą część
tego cyklu, zwaną Na krawędzi nigdy, o której możecie poczytać
tutaj.
Przez tak dobre wrażenie, jakie
wywarła na mnie autorka, bez wahania stwierdziłam, że drugą część
muszę przeczytać. I tak też się stało.
Nie ma się tu co o fabule rozpisywać,
bo już sam opis wydawnictwa mówi wiele, a fakt lektury pierwszego
tomu jeszcze więcej.
Historię Andrew i Camryn poznajemy w
takim samym wydaniu. Raz z perspektywy mężczyzny, raz z kobiety.
Powiem Wam, że lubię takie rozwiązania. Moim zdaniem jest o wiele
łatwiej wczuć się w daną postać, znamy odczucia i przemyślenia
bohatera lepiej, niżeli mielibyśmy czytać ten sam tekst w narracji
trzecioosobowej.
Tak jak w pierwszym tomie, bohaterowie
skupiali się na sobie, na rozkwitającym uczuciu i pierwszych
rozterkach... Tak tutaj poszerzyli krąg. Główny wątek również
opiera się na podróżach, choć są one przedstawione nieco z innej
perspektywy, nawet lepszej. I Cam i Andrew nie myślą już wyłącznie
o sobie, ale także o innych. Jednak zarówno on, jak i ona nie są
już tymi samymi osobami. Bieg wydarzeń zmienił ich charaktery, a
czy na lepsze? To trzeba ocenić samemu.
Mimo, że okładka głosi przypisek
„najpiękniejsza historia romantyczna” to tak nie jest. Nie
dajcie się zmylić, bo nie jest to ckliwy romans. Autorka w tekście
poruszyła wiele aspektów i problemów, już nie napiszę jakich, by
nie spoilerować.
Co do samej książki... Mnie nieco
Camryn na początku irytowała, a raczej pewne jej zachowania, ale z
późniejszym biegiem wydarzeń, moja sympatia do tej bohaterki nie
uległa zmianie. Oczekiwałam jakiegoś bum w tej części, czegoś
co zaskoczy mnie, tak jak w poprzedniczce... Ale tego nie dostałam.
Może to kwestia moich oczekiwań i nastawienia do tej pozycji,
jednak uważam, że warto jej poświęcić trochę czasu.
Na krawędzi zawsze jest naprawdę
dobrą kontynuacją Na krawędzi nigdy, dostarcza czytelnikowi
pełen, bogaty i żywy obraz przeżyć głównych bohaterów,który
nie pozwala na odłożenie książki na półkę, bez dotrwania do
zakończenia. Tak też było w moim przypadku. Myślę, że ta
książka spodobałaby się czytelnikom, lubiącym wątek miłości,
ale nie... nie tej ckliwej, tylko trudnej, pięknej a zarazem
namiętnej, wymagającej poświęceń. I owe uczucie jest
przedstawione w asyście ciekawego wątku podróży, bo któż nie
chciałby przejechać kilometrów w dobrym towarzystwie, bez
zmartwień o lepsze czy gorsze jutro?
moja ocena: 5-/6