poniedziałek, 5 maja 2014

NA KRAWĘDZI NIGDY- J.A. Redmerski

Autorka: J.A. Redmerski
Tytuł: Na krawędzi nigdy
Seria: Na krawędzi
Tom: I
Liczba stron: 476
Okładka: Miękka
Wydawnictwo: FILIA

Opis: Pewnego dnia Camryn Benett porzuca swoje dotychczasowe życie i wsiada w pierwszy lepszy autobus. Rusza w nieznane, zabiera ze sobą jedynie pieniądze i telefon. Na trasie spotyka tajemniczego Andrew Parrisha. Mężczyzna jest przystojny, zagadkowy i zachowuje się tak, jakby wczoraj i jutro nie istniały. Razem przemierzają gorącą i dziką Amerykę. Dzięki Andrew Camryn odkrywa, czym jest miłość i gorąca namiętność. Te kilkanaście dni, które spędzają razem, zmienia ich bezpowrotnie. Jednak Andrew ma tajemnicę, jedną z najgorszych. Przyjdzie czas, w którym Camryn dowie się, co ukrywa jej ukochany. Czy prawda złączy ich na wieki, czy bezpowrotnie rozdzieli? Finał tej historii wyciśnie łzy z niejednego oka. To powieść drogi, książka o miłości, namiętności, życiu chwilą i w zgodzie ze sobą. Historia Andrew i Camryn otwiera nam oczy na to, jak ważne jest podążanie za swoimi pragnieniami i jak intensywne, namiętne, kolorowe, ale także pełne bólu bywa życie. (źródło empik.com)

 

Z tego co pamiętam, ta książka została nieźle rozsławiona. Piękna okładka, naprawdę przyciąga oko i cudnie wygląda na mojej skromnej półce- to duży plus, bo lubię książki cieszące oko i to często podkreślam. Ale ja nie o tym. Z początku, kiedy premiera była blisko, czytałam same superlatywy na temat  Na krawędzi nigdy . Nie wiedziałam co do końca myśleć, bo dopiero po pewnym czasie zaczęły się pojawiać neutralne, a czasem i negatywne opinie. Są gusta i guściki, prawda? Czego ja się spodziewałam po tej powieści? Z pewnością czegoś innego niż zastałam w treści. Jakie są moje wrażenia? Sprawdźcie sami. 


Camryn Benett jest zwykłą, młodą dziewczyną. No może nie taką zwykłą, bo tę uroczą blondynkę pochłonęła żałoba i wielki żal po tragicznej stracie ukochanego Iana. Na szczęście Camryn ma przyjaciółkę Natalie, która za wszelką cenę stara się ją ponieść na duchu, chociażby swoimi sprośnymi uwagami. Po pewnym incydencie dziewczyny wymieniły kilka ostrzejszych zdań, czego następstwem jest ucieczka Cam. 

Ta nie wie dokąd, gdzie i kiedy dotrze, ale wsiada w autobus. I tam poznaje tajemniczego Andrew Parrisha. Choć z początku za wszelką cenę stara  się nie popaść w swego rodzaju zauroczenie, nie wytrzymuje długo... Co tę dwójkę połączy? Czy to będzie szczęśliwy koniec? I co tak naprawdę skrywa Andrew? Przeczytacie sami! 

 „Serce zawsze wygra z rozumem.Serce,chociaż lekkomyślne i samobójczo-masochistyczne,robiące wszystko po swojemu,zawsze utoruje sobie drogę.”
Tak, to prawda. Dlatego też Cam zdecydowała się na podróż z całkowicie nieznajomym dla niej człowiekiem. 

Prawie 3/4 akcji książki ma miejsce w drodze. Dla jednych może to być nudne i nużące, a niektórzy mogli nie przyciągać do tego jakiejś większej wagi.
Wydaje mi się, że związek Camryn i Andrew jest takim ukazaniem związku młodej pary dzisiejszego wieku. Spontanicznie wyjechali, zabawa, picie, moknięcie w deszczu, spanie pod gwiazdami.. Czyż nie każdy młody człowiek tego nie chce? Och, znowu ja nie o tym. 

Mamy tu wszystko. Stratę, kłótnie, żal, ból i strach, ale i wielką miłość, pasję, namiętność. 
Czasami nawet uśmiechałam się pod nosem czytając riposty bohaterów. Może przez sekundę zostanę przy ich wypowiedziach. Z dwa, czy trzy razy lekko drażnił mnie wulgarny język. Już nie przytoczę tutaj cytatu, ale myślę, że to było zamierzone. Władczość i dominacja ( taka normalna, do zaakceptowania. nie, to nie kolejny Grey, bo jest tylko kilka scen erotycznych) Andrew była interesująca. Bo wydaje mi się, że większość kobiet chce takiego kochającego, opiekuńczego, seksownego, zabawnego i nieco sprośnego faceta. 

Tak wziąć wszystko razem to początek i rozwinięcie książki: lekka tematyka, wolny rozwój akcji przez co niektórym czytelnikom może wydawać się po prostu nudny. 
Jednak moim zdaniem warto czekać do końca. Bo  mnie osobiście końcówka roztrzaskała na kawałki. Płakałam od momentu, kiedy Cam dowiedziała się, jaką tajemnicę skrywa jej ukochany. Płakałam tak, aż czasami zamykałam oczy i próbowałam się uspokoić. 

Tak jestem bardzo emocjonalna i jestem z Wami już jakiś czas, więc sądzę, że warto się tym podzielić. Jestem tak wrażliwą osobą, że wzruszam się wszystkim. No nie dosłownie, ale wystarczy, że ktoś opowiada o swoim bólu..Ja automatycznie wczuwam się i przeżywam wszystko tak samo.  Wiem, że nie powinnam, ale chcę od razu napisać, dlaczego moja ocena tej książki będzie wyższa.
Z pewnością jest to spowodowane faktem, że akurat wzięłam się za nią...w bardzo odpowiednim momencie. Byłam taka zdekoncentrowana, że byle czytadło by mnie usatysfakcjonowało w owym czasie, chciałam tylko oderwać się od wszystkiego. Sytuacja Andrew, ten okropny strach i ból, który czuła Cam... Uwierzycie, że miałam identyczną sytuację? Po prostu dowiedziałam się tego samego dnia, kiedy mój luby wrócił, że znowu trafi do szpitala. Ja jak to ja, czarne scenariusze i płacz. Wróciłam do domu i płacz. Do tego on nie zachowywał się jak on. I to co przeżywała główna bohaterka..Och, za dużo tu o sobie wtrąciłam! Ale powiem Wam, że wszystko jak na razie jest w porządku :)

Na krawędzi nigdy nie jest jakimś arcydziełem, ale uważam, że dla samego relaksu warto po nią sięgnąć. Wprawdzie spodziewałam się czegoś innego, innego rozwoju akcji, czegoś bardziej ckliwego..To cieszę się, że właśnie takie było a nie inne. 

A tu cytat z książki, który powinnam sobie wkuć do głowy. 
„Tylko pamiętaj, by zawsze być sobą i nie bać się mówić tego, co myślisz, albo tego, by głośno marzyć...”

moja ocena: 5-/6  

Już 14 maja 2014 roku ukaże się kontynuacja Na krawędzi nigdy pod tytułem "Na krawędzi zawsze" 
ps. ocena jest zawyżona, w normalnym wypadku dałabym 4, ale dla mnie to było ważne (za takie przysłowiowe "wypociny" przepraszam moich czytelników)