Tytuł: Szukaj mnie wśród lawendy, Zuzanna tom I
Cykl: Szukaj mnie wśród lawendy #1
Liczba stron: 228
Moja ocena: 5+
Błędy z przeszłości bolą. Śledzą nas, nurtują nocami, nie pozwalają o sobie zapomnieć. Co zrobić, jeżeli coś się stało i nie ma ani krzty nadziei, że się odstanie? Czy warto pogodzić się z demonami przeszłości, a może ugiąć swą dumę i ukazać uczucie, jakim jest wybaczenie?
Zuzanna Skotnicka. Ognistowłosa, o pięknych kształtach, zielono-brązowooka i ponętna kobieta. Żyleta. Korposzczur. A jednak ma słabość do dwóch innych kobiet. Do swojej siostry bliźniaczki Zosi oraz do trzy lata młodszej, szalonej i pięknej blondynki, Gabrysi. Ach, no i ma słabość również do tego, przez którego cierpi. Przez którego nie mogła pozbierać się przez lata, budując mur w okół swojego serca, a zarazem poświęcając wiele lat ze swojego życia tylko i wyłącznie pracy w firmie. Jednak przychodzi taki czas, kiedy trzeba się odciąć. Od pracy, od codziennego życia. I Zuza robi to niechętnie, ale robi. I jak się okazuje, wyjazd do Gabi wywraca jej życie do góry nogami....A serce? Serce wbrew woli właścicielki, zaczyna bić w szalonym rytmie.
Powiem tak. Jeżeli widzę nazwisko Lingas-Łoniewska biorę w ciemno. Nie zastanawiam się, nie czytam opisów, czy recenzji. Po prostu biorę. Podobnie, jak w drogerii kupuję znany flakon perfum z pewnością, że to jest coś mojego, mój zapach, coś w czym dobrze się czuję, tak samo sięgam po książki pani Agnieszki. Są jak miodzik dla mojego książkoholikowego ja. Tak, bez słodzenia.
Słyszałam, że to miało być coś innego. Cała seria lawendowa miała chyba być łagodniejsza, bez mocniejszego akcentu dramatyzmu czy akcji podziemnego życia. I tak też się stało. Ale jak już wspominałam, wiecie, że zmiany nie są złe? Bo na tej książce się nie zawiodłam.
Widząc nazwisko autorki powinniśmy wiedzieć, że cała lektura będzie poświęcona emocjom bliskoznacznym do słowa "miłość". I to jest jej domena, jej wizytówka. Coś, co nie każdy ma w sobie. Nie każdy potrafi przelać uczucia na papier w taki sposób, by czytelnik miał ochotę rzucić wszystko, wyrwać bohaterów z papierowych stronic i rzucić się w wir zakochania oraz miłości. Nawet nie będąc w jakimś związku, wieczór, ranek albo popołudnie mi wystarczy. Byleby przy towarzystwie wyobraźni pani Lingas-Łoniewskiej.
"Szukałem cię, Mała Zu. Szukałem cię wśród lawendy. I znalazłem."
Ale żeby nie było, że Wasza Ana tak tutaj tylko wychwala facetów, nie, nie. Jako, że istnieje coś takiego, jak solidarność jajników (chociaż i bez tego bym ogłosiła wszem i wobec), to chcę być jedną ze Skotnickich. A tak od teraz. Bycie jedynakiem ma swoje uroki, to nic, że całe życie chciałam mieć starszego brata....No i bliźniaczkę. To teraz chcę mieć dwie bliźniaczki i jedną blondynkę, akurat pasowałabym do nich, jako czarnula.
Ci, którzy znają twórczość pani Agnieszki, wiedzą, że to jest taki pewniak. A ci, którzy zrobili taki błąd i jeszcze nie poznali magii pióra autorki, mogą być pewni, że nie ma się o co martwić. Styl? Jest i to na poziomie. Forma graficzna, czyli małe co nieco dla wzrokowców? Owszem! Bohaterzy, tak barwni, że chce się ich mieć na co dzień? Głupie pytanie! Nietuzinkowa, wciągająca fabuła oraz samo czytające się strony? Jakżeby inaczej!
"Zrozumiała, że czasami miłość nie wystarcza.
Trzeba jeszcze zrozumienia, dojrzałości i wybaczenia."